diaary blog

Twój nowy blog

4 komentarzy

„Ludzie dobierają się w pary, nie po to, by było im lżej, by byli szczęśliwi, by się wszystko wspaniale układało. Ale by stworzyć małą społeczność, która przechodząc różne koleje losu, będzie jednością pomimo różnic charakterów, wizji świata, pragnień, oczekiwań, chwil dobrych i złych, pomimo tego wszystkiego, co ogranicza ludzi – by razem pracując nad związkiem, przekraczając ograniczenia, pokonując różnice dochodzić do wspólnego consensusu, a przez to iść razem jako mężczyzna i kobieta w jednym kierunku. I tym odkrywać przyjemność, radość i szczęście.

Ta zdolność do działania razem – to podstawa powodzenia. Zdolność do kooperacji, do rezygnacji z osobistych ambicji na rzeczy ambicji wspólnych, to przechodzenie nad własnymi słabościami, pokonywanie własnych ograniczeń, to kochanie siebie, by móc kochać innych…”

Nie pisałam, nie miałam pomysłu, ochoty. Mija już kolejny tydzień wakacji. Z początku nic konkretnego się nie robiło. Pogoda też taka średnia. A szczególnie w ostatnim czasie… O, wiem, co zrobiłam. Przeczytałam książkę: „Pamiętnik” Sparks’a, poleconą przez kolegę z klasy. ;) Świetna książka, Adam. :) Naprawdę. ;) A przede wszystkim historia opisana w niej… Wybrałam parę cytatów, które i tak nie oddają w całości przeczytanej książki:

„Poeci często opisują miłość jako uczucie, nad którym nie możemy zapanować – ciągnął – które bierze górę nad logiką i zdrowym rozsądkiem. Nie zamierzałem się w tobie zakochiwać, a ty z pewnością nie planowałaś, że zakochasz się we mnie. Ledwo jednak się poznaliśmy, nie ulegało wątpliwości, że żadne z nas nie ma wpływu na to, co się dzieje. Zakochaliśmy się w sobie mimo dzielących nas różnic, a gdy już to się stało, zrodziło się coś wyjątkowego i pięknego. Moim zdaniem, w ten sposób kocha się tylko raz i dlatego każda nasza wspólna minuta jest na trwałe wyryta w mej pamięci. Nigdy nie zapomnę ani jednej chwili.”

„Młodzi, popędliwi, niespokojni, zawsze muszą przerwać ciszę. Wielka szkoda, cisza bowiem jest czysta. Cisza jest święta. Zbliża ludzi, gdyż tylko ci, którzy się dobrze ze sobą czują, mogą siedzieć w milczeniu. Oto wielki paradoks.”

„I przekonałem się o czymś, co jest oczywiste dla małego dziecka. Że na jedno życia składa się mnóstwo malutkich żyć, każde mieszczące się w ramach jednego dnia. Że każdy dzień winno się spędzać na poszukiwaniu piękna w kwiatach i poezji, rozmowach ze zwierzętami. Że nic nie dorówna godzinom poświęconym na marzenia ani zachodom słońca, lekkiemu podmuchowi wiatru. Przede wszystkim jednak przekonałem się, że życie polega na siedzeniu na ławeczce nad prastarą rzeką, z reką na kolanie mojej żony, i czasem, w dobre dni, na zakochaniu się.”

Dwa tygodnie byłam w pracy. Pojechałam do cioci, jej męża i dwóch synów. I przy okazji właśnie do biura. W sumie nic takiego tam nie robiłam, więcej czasu się nudziłam. :P Układałam faktury i inne papierkowe roboty, odbierałam telefony, przyjmowałam ludzi. Do tego musiałam sprzątać i usługiwać „szefunciowi”. ;] Kawusia i te sprawy. ;) Myślałam, że będzie gorzej, ale poradziłam sobie. :] Stanowczość przede wszystkim… ;) Troszkę pieniążków się zarobiło i już niestety było się przy okazji na zakupach. :P Co ja mówię… jakie niestety?! :D

Nie mogę się doczekać wyjazdu nad morze. :) Myślę, że słońce już ładnie do nas tutaj powróci. ;P Bo jak nie… ! A słyszałam, że to słońce, co jest teraz akurat wtedy ma uciec… Nawet jeśli, jestem pewna, że czas nie będzie zmarnowany. :)

943630.jpgMmmm… Wakacje, Kołobrzeg, sunrise, morze, plaża i… ;)
Resztę zostawię dla siebie… :)

Cause finally, I know… I feel it.
Just, I’m happy!
Simply feeling, but the most beautiful,
doesn’t it?

I co tu więcej mówić? ;)

John ruszył przed siebie. Po kilku krokach spotkał starego brudnego człowieka. Siedział przy śmietniku i grzebał w nim w poszukiwaniu dzisiejszej gazety.
- Cześć, co u Ciebie? – zapytał John.
- Ooo… cześć, świetnie. A co tam u Ciebie?
- Doskonale… ładną mamy dzisiaj pogodę, no nie?
- Taaa…
Uśmiechnęli się i każdy ruszył w swoją stronę. John ruszył dziarsko ulicą, by poszukać coś do jedzenia. Stary człowiek znalazł przedwczorajszą gazetę, usiadł pod ścianą na kartonie po whisky i czytał, co tam słychać w wielkim świecie.


Jest wiosenny, jeszcze mroźny poranek. Robert wysiadł ze swojego nowego mercedesa okularnika, który stał zaparkowany przed wielkimi oszklonymi drzwiami do biurowca w centrum Warszawy. Brrr… jak zimno – pomyślał. Co za wredna pogoda. Przy wejściu spotkał Marka, swojego kolegę, który miał firmę w tym samym budynku.
- Cześć, co u Ciebie – zapytał Robert.
- Eeee… beznadziejnie, wczoraj zarobiłem na giełdzie 50% na akcjach, a wyobraź sobie, że w prognozach było 55%. Totalna klapa…
- Fakt, jest czym się martwić. A u mnie jeszcze gorzej, rozchorował mi się kot i musiałem wydał 30 zł na weterynarza – wrrr… wszyscy tylko chcą kupę kasy.
- Taaa…

Czy jest w tych dwóch historyjkach coś optymistycznego? W połowie tak, a w połowie nie… ale widać jak różni ludzie nastawieni są do świata. Amerykański optymizm kloszardów, kontra polskie ponuractwo biznesmenów. Te dwie diametralnie różne hisotrie pokazują różne podejście ludzi do życia.
Tak, Polacy to w większości ponuracy, których pokłady optymizmu są bardzo małe, bardzo małe. Większość z nas to ponuracy i marudy. A tu źle, a tu tam niedobrze.

POPATRZ NA ŚWIAT PRZEZ RÓŻOWE OKULARY!

Tak, optymizm pomaga w życiu. To nic, że nie masz pieniędzy! To nic, że nie masz nowego samochodu! To nic, że mieszkasz w wynajętym mieszkaniu! To nic, że masz masę problemów! To nic, że…
Może zabrzmiało to troszkę niewiarygodnie, ale… jeśli w Twoim życiu zabraknie optymizmu, zabraknie nadziei – to tak naprawdę zabraknie Ci energii do działania, do działania, które może to życie zmienić.

Staraj się myśleć pozytywnie. To nie jest aż takie trudne, wystarczą szczere chęci:

1. ŻYJ CHWILĄ! – zabrzmiało to dosyć wywrotowo, ale… tak naprawdę chodzi o to, by cieszyć się każdą chwilą swojego życia. Baw się, ciesz się, uśmiechaj na każdym kroku! Nie myśl o przyszłości w czarnych kolorach. Jeśli teraz nie wiedzie Ci się zbytnio, pamiętaj, że wszystko może się zmienić. Miej nadzieję!

2. PATRZ NA ŚWIAT PRZEZ RÓŻOWE OKULARY! – wszystko, co Cię otacza możesz oceniać na kilka sposobów. Możesz to akceptować, negować i być obojętnym. Przesuń wskazówkę swojego zegara ocen na akceptację i staraj się być bardziej na TAK niż na NIE…

3. CIESZ SIĘ Z TEGO, CO MASZ! – nie masz nowego VOLVO? Masz stary rower? Nie zagryzaj zębów z zazdrości, ciesz się, że możesz wsiąść na rower i pojechać ze znajomymi na wycieczkę. Nie masz domu z wielohektarowym ogrodem? Masz mieszkanie w wieżowcu? Ciesz się z tego, że jak wracasz do domu możesz położyć się przed telewizorem i obejrzeć ulubiony film.

4. CIESZ SIĘ Z SUKCESÓW INNYCH! – Twój sąsiad zdobył nową, świetną pracę?Nie zazdrość mu! Ciesz się, że się mu udało! Pamiętaj, Tobie też się może udać! Twój kolega kupił nowy telefon. Ciesz się z tego! Może kiedyś też sobie kupisz taki!

5. PAMIĘTAJ, ZAWSZE MOŻE BYĆ GORZEJ! – czyż nie zabrzmiało to strasznie? Ufff… nie przejmuj się tak bardzo sobą! Sytuacja wielu ludzi jest o wiele gorsza od Twojej. Są ludzie nieuleczalnie chorzy. Są ludzie, których doświadczył zły los. Są ludzie, którzy… można by wymieniać prawie bez końca. Ciesz się więc z każdego pozytywnego aspektu swojego życia!

6. CIESZ SIĘ Z NIE MAJĄCYCH DUŻEGO ZNACZENIA DROBIAZGÓW! – kupiłeś(-aś) dziecku lizaka – ono uśmiechnęło się do Ciebie i dało buziaka – Ciesz się z tej chwili! Dostałaś kwiatek na Walentynki – Ciesz się z tej chwili! Ciesz się z każdego drobiazgu, który choć trochę sprawił Ci przyjemność. Te malutkie rzeczy powodują, że stajesz się naprawdę szczęśliwy(-a). Rób sobie więc drobne prezenty, obdarowuj nimi też innych i… ciesz się z tego!

7. MYŚL POZYTYWNIE! – to chyba najważniejsza rzecz, by stać się szczęśliwszym. Patrzenie na świat pozytywnie powoduje, że łatwiej Ci będzie iść przez życie, które nie szczędzi nam przecież różnych przeciwności. Myśl pozytywnie! Na każdym problem patrz tylko z jednej, jasnej strony!

Stań się osobą, która patrzy na świat optymistycznie. Niech Twoje życiowe porażki nie załamują Cię, tylko wzmacniają. Żyj zgodnie z mottem:
„Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni.”

Przeczytałam to dzisiaj i w zupełności się z tym zgadzam. Najbardziej podobają mi się te dwie historyjki… A przecież tak łatwo można się cieszyć choćby z najmniejszych prostych rzeczy… PRAWDA?!

MARZYĆrozmyślać o rzeczach przyjemnych, najczęściej nierealnych,
fantazjować; stwarzać w wyobraźni obraz czegoś; myśleć o
urzeczywistnieniu czegoś upragnionego, snuć plany na przyszłość,
bardzo czegoś pragnąć

MARZENIA to niczym nie zmącona rozkosz,
a oczekiwanie aż się spełnią to prawdziwe życie
Wiktor Hugo

A dla Was czym są marzenia?
Często zapomina się o tym, jakie to fajne uczucie marzyć. Bardziej się skupia na tym, że one, te mrzonki, z reguły się nie spełniają lub tylko zadają „ból”. „Kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walki.” A nie lepiej byłoby zacząć od takich mniejszych marzeń i cieszyć się z ich spełnienia? Mówi się, że małymi krokami do celu. Miałam ostatnio jeden z takich „cichych” dni. Cichy, a jednak miły… Spędziłam go na słuchaniu lekkiej muzyki, siedzeniu i rozmarzaniu. Tak, marzyłam. Sama dokładnie nie wiem, o czym. Tak jakoś po prostu – o wszystkim. Dopiero później sobie to uświadomiłam, że to właśnie było marzenie. Aż nawet się uśmiechnęłam. :)

- (…) i uumarłem, przestałem marzyć (…) (w opisie: „ja fruwam jakby co”)
- Heh, fruwaj :) i zacznij znów marzyć. To właśnie sprawia, że potrafimy fruwać… Marzenia nas determinują do ich realizacji. Czasem wystarczy tylko się choć troszkę starać… Nie wszystkie się spełniają, bo wtedy nie miałyby sensu, ale trzeba w nie wierzyć, to one nam dają siłę – taką chęć, by wstać rano i zobaczyć, że choć takie najmniejsze, jak ładna pogoda, czy śpiewające ptaki na kwitnących i ładnie pachnących już drzewach – się spełniają. :)

„Jak człowieka nie marzy – umiera.”

Cytat z filmu Skazany na bluesa

Kiedyś dawno napisałam wiersz, inspirując się tym oto cytatem. [link: wiersz]
Swoją drogą, świetne słowa.

Trzeba nauczyć się cieszyć ze spraw pozornie banalnych. Nie bagatelizować ich, mówiąc, że: „To przecież nic takiego.” To właśnie w tych szczegółach tkwi potęga. Jeśli nie potrafimy zauważyć drobnostek, możemy również później nie zauważyć czegoś większego. A co gorsza, coś może kiedyś nas ominąć… Lub pogrążeni w tym, że nic się nie spełnia, nie będziemy w stanie dostrzec, że coś jednak gdzieś obok się staje dobrego.

Bo zawsze tak jest. Nawet kiedy myślimy, że jest źle, że już nic dobrego nam się nie możemy przytrafić, że marzenia się nie spełniają… Zawsze jest coś, co działa nam na plus. Zawsze. Tylko trzeba to umieć dostrzeć i docenić.

636536.jpgMarzenia kojarzą mi się z dzieciństwem. Z tymi dniami pełnymi beztroski i promiennego uśmiechu. Z myślami wolnymi od bagażu codziennych problemów.

Hmm… Taka myśl mi przyszła na zakończenie:
Marzenia są światłem dla duszy. Porywają ją tak daleko i wznoszą tak wysoko, jak daleko i wysoko sięga nasza niezmierzona wyobraźnia.

¯ Joss Stone – Sleep like a child

Tyle rzeczy, co spadło na mnie, tylu ludzi, których przez przypadek musiałam zawieźć – to mnie zniosło na samo dno. To wszystko mnie nauczyło pozornie mało, a jednak tak wiele: żeby naprawdę wszystko bardziej doceniać. Nie wierzyłam, że jak ja mogę tak szybko wstać, tym bardziej, po tym, co się działo… Nigdy czegoś takiego nie przeżywałam. Ale przeważającym powodem, że byłam… tak bezsilna i nie wiedząca, co robić, był fakt, że myślałam, że zostałam naprawdę sama.

Ja użalać nigdy się nie lubiłam nad sobą… Miałam, co prawda, teraz bardzo złe chwile w życiu, ale ja wiem, że one także mijają, bo muszą mijać, a potem już jest tylko lepiej… Kiedyś sobie powiedziałam, że no fakt… bywa, że jest się smutnym itd., ale nie będę się wzbraniać przed uśmiechem, nawet jeśli pomyślę sobie: „Kurczę, przecież byłam smutna. Co ktoś sobie pomyśli, jak będę się śmiać?”

„Więc pora już wstać, dzień mocno chwycić nim on złapie mnie.
Otwieram oczy i biorę się w garść. Nie ma czym przejmować się…”

Stwierdziłam, że nie mam jakichś wielkich powodów do zmartwień, a wręcz przeciwnie – z tych złych wyciągnęłam pozytywne wnioski, więc też przeistoczyły się w dobre.

„…bo jest paru ludzi, bo jest parę w życiu dobrych chwil.”

I jak poczułam, że już wszystko jest w porządku, że minęły te najgorsze chwile, że jednak jest właśnie tych paru ludzi… te parę ważnych powodów, by być szczęśliwym, powiedziałam sobie: „KONIEC, życie jest za krótkie i za piękne, żeby nadal trwać w jako takiej agonii…”

Potrzebne są upadki… żeby nawet tak jasne sprawy sobie uświadomić.

„Czy sięgnę nieba, czy sięgnę do dna – Wszytsko do przeżycia jest!”

Dziś wiem jedno… Po każdym upadku trzeba wstać, po każdym. Z kolejnym bolesnym doświadczeniem człowiek staje się silniejszy, ostrożniejszy, bardziej uważny na to, co robi, mówi, co się dzieje wokół niego itd. Więc nawet na te złe rzeczy, co się wydarzyły, trzeba jakoś spojrzeć w ten sposób, by i z nich się czegoś poduczyć w tej nigdy niekończącej się lekcji życia.

Znowu jestem szczęśliwa…
Znowu jestem SOBĄ.

143501re.jpg

DZIEKUJĘ.

cytaty z
¯ IRA – Parę chwil

Mmmm… Jak ja lubię taką pogodę. Te promienie potrafią aż prześwietlić duszę i wbić się tak głęboko, że nie sposób się nie uśmiechać, nie robić czegoś i po prostu cieszyć się
z niczego. :D Hm, w sumie nie z niczego, bo dla mnie to np. bardzo dużo. Tzn. niby tak mało, jeden prosty fakt, ale tyle może zdziałać. :) I nawet nie odczuwa się tego, że jest tak zimno, bo przez to słońce jest po prostu tak cieplutko od środka… :)

957092.jpg„Niebo milczy, a rzeki płyną, nim przeminą, trzeba wierzyć w to, że… słońce żyje.”

W końcu przyszło. Nieważne na ile. Ważne, że żyje. :)
Kocham SŁOŃCE.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

„Życzę Ci odwagi, jaką ma słońce, które codziennie od nowa wschodzi nad wszelką nędzą świata. [...] Kiedy przebywasz w ciemnościach spójrz w górę. Tam czeka na Ciebie słońce. Ono nie omija nikogo. Ciebie też nie ominie, jeżeli nie schowasz sie w cień.
Z każdym dobrym człowiekiem, który zamieszkuje ziemię wschodzi jakieś słońce…”

P. Bosman i W. Richer „Słoneczne promyki nadziei”

Ostatnio znowu trochę gubię się w… Właśnie, w czym? W szkole? W świecie… W domu? Pośród ludzi? W hierarchi własnych wartości? W sobie. Jakiś taki kryzys osobowościowy. Chyba. Nie wiem, jak inaczej nazwać. Powinnam być lepsza. I wiem, że to jest prawda… Nie potrafię się zmienić. Więcej wolę nie pisać, bo byłoby tego za dużo, a może pozornie za mało? Nieważne. Sama tego nie rozumiem, więc po co mówić o czymś, co jest dla mnie samej niezrozumiałe? Dawno nie czułam takiej bezsilności…
Tak, beznadziejne uczucie. Nawet bardzo.

Znów za oknami lekko prószy biały śnieg. Prawie niewidoczny. Tak, szkoda, że również nie osiada tak ładnie na drzewach jak wtedy… Tworząc takie delikatnie białe suknie… Sprawiając, że nie są już one tak ponure i… smutne. Weszliśmy przez tę bramę niczym przez drzwi, które zostawiają za sobą świat, który przestaje na tę parę chwil istnieć. Jak w bajce. Widok tych otulonych koron jest po prostu nienazwany… Nie ma to jak piękno natury. Aż taki wewnętrzny spokój wszechogarnia duszę. Koi serce.
Tak, cudowne uczucie. Nawet bardzo.

zima_46_tn.jpgTermometr wskazuje minusowe temperatury. Zimno? Ależ skąd. Są jeszcze ludzie, którzy potrafią temu zapobiec. Całe szczęście. Szczególnie teraz…
Tak, bezcenne uczucie. Nawet bardzo.

„Mam nadzieję, że osiągnę to, za czym tęsknię: spokój ducha i brak stresu wewnętrznie.”

Noworoczne postanowienie?

Hmm… Chcę w końcu stać się milsza dla ludzi i dla… rodziny. Umieć pokazać, że naprawdę mi na nich wszystkich zależy, choć często sprawiam wrażenie, jakby było zupełnie odwrotnie, co mnie strasznie boli. Chciałabym umieć powiedzieć, że doceniam, że cieszę się, że mam… że kocham. Naprawdę. Oraz parę innych spraw zamierzam zmienić w sobie, które pozostawię już dla siebie. To, które opisałam jest najważniejsze.

Zaczyna się 2oo7 rok.

Rok, w którym skończę także swoje 18 lat. Stanę się dowodowo „dorosłą”. Czasem czuję się tak, jakbym z każdym kolejnym rokiem robiła się za dorosła, a czasem tak nad wyraz dziecinna. Pewnie ten mały prostokątny kartonik za wiele nie zmieni. No ale sam fakt. Tak wydaje się, że to wszystko za szybko… że to już?

A co poza tym?

Wbrew pozorom już od pierwszego dnia dużo rzeczy się zmienia. Zaczynają się również nowe. Wiem, że to będzie rok, w którym ponownie dowiem się różnych rzeczy, nauczę się wiele. Może przypomnę sobie parę spraw, a może i znajdę nowe odpowiedzi na niektóre pytania. Wszystko się jeszcze okaże.

Wiem, że:

„Impossible is nothing.”
„Pamiętaj, że jesteś człowiekiem.”
„Aby do czegoś dojść, trzeba wyruszyć w drogę.”
„Podążaj w stronę światła i idź za serca głosem.”
„Konsekwencje nie są złe, gdy czyny są odważne.”
„Być człowiekiem znaczy: każdego dnia starać się być lepszym.”
„Bez własnego wysiłku, a jedynie wewnetrzną szczerością odmieniamy nasz los.”

Powitałam ten rok ze szczerym uśmiechem na twarzy, nutką melancholii,
ciepłem w sercu i przemyśleniami schowanymi w małej kieszeni…

Zobaczymy co mi jeszcze ze sobą przyniesie. Będzie to, co musi być…

Szczęśliwego Nowego Roku.

Tekst nie był pisany przeze mnie. Przeczytałam go przypadkowo na pewnej stronce. Jest super, jak wiele stamtąd pochodzących. WARTO PRZECZYTAĆ.

W rozmowach, w szczególności z mężczyznami, ale i zdarzało mi się to, kiedy rozprawialiśmy z koleżankami o naszych życiowych problemach, co jakiś czas trafiał się temat, który na długo i dla mnie był zagadką.

Myślę, że teraz przyszła pora, aby go poruszyć tutaj. Problem można opisać w następujący sposób – Wszystko zaczyna się układać wspaniale. Ona i On poznają się, wszystko pasuje – od rozmów, które są pasjonujące, po odlotowy seks. Każde rozstanie, to od razu tęsknota, a każda chwila z Ukochaną osobą jest jak sen – mija szybko i nawet nie wiadomo, czemu ten czas tak szaleje i nie zatrzyma się na chwilę. I nagle, niewiadomo z jakiej przyczyny, jedna ze stron wycofuje się. A potem zastanawiamy się czemu tak się to stało.

Ona odkrywa coś, co powoduje u niej panikę – i potem mówi – Wiesz, po prostu dusił mnie sobą! Albo w wersji męskiej – Normalnie czułem się osaczony.

„Nie miałem czasu by odetchnąć.” „Gdzie się ruszyłam, tam był on, a jak go nie było to dzwonił, zawracał mi głowę duperelami.” „Od czasu do czasu chciałem wyskoczyć sam, a ona zawsze była smutna, że ją zostawiam dla kolegów.” „Czułam, że mam wyrzuty sumienia, że muszę coś zrobić, co zrobić powinnam i zaczynałam się zastanawiać, czemu źle się czuję”.

Zacytowałem słowa, które mi opowiadano, a ja sam nie uniknąłem tej potwornej pomyłki w swoim życiu. W sumie nie żałuję, bo w końcu zrozumiałem to, kiedy otrzymałem od Kobiety, na której mi zależało smsa: „Pozwól mi zatęsknić, proszę”. To zdanie wbiło mi się do głowy tak mocno, że pamiętam je do dzisiaj i jest kolejnym mottem w moim życiu. Kiedyś chyba będę musiał te motta spisać i wyrzeźbić sobie, by pamiętać i nigdy nie zapomnieć.

Tak, jest to przypadłość większości ludzi, którzy zakochują się pierwszy raz albo długo byli sami i są spragnieni bliskości osoby, której pragną, w której zakochali się i której im po prostu brak.

Błąd wszystkich, którzy zapominają, że czasami rozstania na jakiś czas są ożywcze.

Mam koleżankę, która ma wspaniałego mężczyznę od wielu lat – z tego, co pamiętam, są razem dobre 10 lat. I od 10-u lat nie mieszkają razem. On ma własne mieszkanie w Stolicznym mieście, ona mieszka kilka dzielnic dalej. Razem wyjeżdżają na wakacje, spotykają się na wspólnych zakupach, ona czasami wsiada w swój samochód i wieczorem przyjeżdża, by z nim pobyć, on czasami wsiada w swój samochód i dzwoni: Sieroto, mam dwa bilety, idziesz ze mną do kina? Ktoś by powiedział, że to jest jakieś dziwne, ale kiedy ja ją zapytałem, czemu zdecydowali się na takie życie razem, ale osobno ona powiedziała mi bardzo mądre słowa. „Widzisz, dzięki temu ani ja jemu, ani on mnie ani razu się nie znudził. Mamy wieczny stan zakochania i to co przeżyliśmy na początku przeżywamy ilekroć chcemy. On pracuje, ja też – mieszkając razem też byśmy się widywali rzadko, tyle co w łóżku, czy przy śniadaniu. A tak, cały czas jestem podrywana, zapraszana na randki a on cały czas ma rumieńce na twarzy, kiedy przychodzę niezapowiedziana i zastaję go w bokserkach jak sobie gotuje kolacje. Nasz ogień wciąż płonie jak za pierwszym razem.”

Kiedy wtedy z nią rozmawiałem na korytarzu w firmie, dokonało się w mojej głowie odkrycie, że większość współczesnych związków wypala się właśnie z powodu tego, że ludzie mają w sobie głód obecności drugiego człowieka w swoim życiu, nad którym zapanować im niezmiernie trudno… Nie potrafią sami żyć, potrzebują oparcia w drugiej osobie i to wbrew rozsądkowi. Spieszą się, są niecierpliwi – jak tylko się w miarę dobrze poznają, żenią się albo razem zaczynają wspólne życie pod jednym dachem. Przeskakują jakiś etap. Zauważyłem to szczególnie w związkach, które powstawały w sieci.

Ostatnio słyszałem opowieść faceta, który poznał wspaniałą kobietę. Ona zauroczona nim, on nią. Po miesiącu było już po nich. Zapytałem się, co się stało. Kiedy powiedział „Nie wiem”, coś mi w głowie zaświtało. „Nie wiesz? A jak często się z nią spotykałeś?” – a on na to, jakby wymieniał swoje zasługi kombatanckie – „Kiedy tylko się dało. Wpadałem do niej do pracy, lubiłem popatrzeć, jak sobie biega po biurze, zawsze ją odprowadzałem do pracy i z pracy, razem chodziliśmy na imprezy…”

„Dość” – przerwałem – „Już wiem, jaki popełniłeś błąd”. Popatrzył na mnie ożywiony – „Jaki? Przecież byłem dla niej taki dobry!”.
A ja pokiwałem głową – „Zadusiłeś ją sobą”.

Tak, można zadusić człowieka nie tylko swoją dobrocią, obecnością, ale wszystkim tym, co uważamy za okazywanie uczuć. Nie trzeba wysyłać 120 smsów dziennie, aby wyrazić to, że się o kimś myśli. Nie trzeba dzwonić co chwila, by się pytać głupkowato „Co porabiasz?”, by później zapewniać, „Wiesz, ciągle o Tobie myślę”.

Ktoś może Ciebie kochać do szaleństwa, ale kiedy zacznie szaleć i ukrywać, przed telefonistką, że jest zajęta – daruj sobie.

Kiedy pisałem wcześniej o zazdrości, którą jest formą duszenia człowieka brakiem swojego zaufania, podejrzeniami – to ten rodzaj duszenia, jest jakąś daleką formą zazdrości. Nie umiejąc sobie radzić z własnym czasem wolnym, panować nad emocjami, zaduszamy kogoś sobą – swoimi myślami, swoją obecnością. I znowu trafiam na kwestię poradzenia sobie z samotnością, pokochaniem jej pierwej niż drugiego człowieka.

A każdy człowiek niezależnie od płci ma swoją granice wolności. I nawet jak kogoś kocha, to jeśli za tę granicę wolności wpuszcza, to wyłącznie na chwilę, a nie na zawsze. Inaczej przestałby być sobą, nie miałby przestrzeni, by oddychać i się rozwijać.

Na pewno doświadczyliście zjawiska, które nazywa się tzw. Syndromem windowym.
Osoby wchodzące do windy, nawet jak się znają, starają się nie dotykać, pilnują, by stać w odpowiedniej odległości od sąsiadów. Nawet zmierzono tę przestrzeń i ona wynosi mniej więcej 15 cm. Nie patrzą sobie w oczy, chociaż rozmawiają, ale czują się zawstydzone. Tę strefę nazwano strefą intymności.

Czego się boją? Niczego. Więc czemu tak robią? Bo każdy człowiek ma swoją przestrzeń, którą oddychamy, która jest nasza. Nie każdego tam wpuszczamy, jeśli już kogoś do niej zapraszamy to pod pewnymi warunkami, kiedy my tego chcemy i kiedy to dla nas jest ważne. Wstyd jest reakcją człowieka na naruszenie jego intymnego bezpieczeństwa wbrew naszej jego woli.

Każde inne rozwiązanie jest naruszeniem naszej nietykalności, nawet jeśli nie doszło do fizycznego kontaktu dwóch osób.

Dlatego, kiedy poznajemy kogoś, nie tylko musimy szanować, że ten ktoś ma własny świat, który istniał na długo przed tym, nim się Ty pojawiłaś lub pojawiłeś. Ona/On mieli swoich kolegów, swoje życie, swoje pasje, pracę, obowiązki – i pojawienie się, nie może ani tego zburzyć, ani tego zmienić w sposób, który naruszałby zaplanowaną kolej rzeczy tej osoby. To Ona/On sami dla Was mają przygotować miejsce dla Was, a nie to, że WY się rozepchnięcie i wyrwiecie dla siebie przestrzeń.

To nie jest Miłość, ale gwałt albo uzurpacja.

I jak często ludzie mówią o swoich niedoszłych miłościach – Wiesz, fajna była, ale ona naprawdę przegięła. Była gorsza niż moja mamusia.

Słyszałyście zapewne opowieści koleżanek – Słuchaj, cudowny z niego facet, ale kiedy mnie budził w sobotę telefonem o siódmej, że mnie kocha a ja odsypiałam nockę w firmie, to byłam gotowa go zabić.

Jakie jest wyjście – powie ktoś doczytawszy do tego miejsca. Kiedy i On i Ona są dojrzali to siadają i mówią –
„Słuchaj, wiem, że mnie kochasz, ale i beze mnie miałeś jakieś życie – zajmij się nim. Jak będę chciał/a byś do mnie zadzwonił/a, przyszła/edł, zabrał/a mnie gdzieś, to poproszę”. „Pozwól mi zatęsknić
Słowa mądrej Kobiety brzmią mi w uszach.

Tak, kiedy tęsknimy, uczucia są najmocniejsze – nawet jak ludzi dzieli przepaść czasu i przestrzeni. A dusząc, przykrywając Ogień – on gaśnie, bo mu brak tlenu.

- I jak to robić, by druga strona nie pomyślała, że ja ją ignoruję? – zapyta się jakieś nieuświadomione Stworzenie.
- A czym jest ignorowanie? – kiedy ktoś np. dzwoni, a Ty nie odbierasz telefonu, kiedy ktoś Cię szuka a Ty udajesz, że Ciebie nie ma. Kiedy ktoś Cię prosi, a Ty nic nie robisz. – To jest ignorowanie. Fałsz i kłamstwo są ignorowaniem.

Jeśli Ty jesteś, żyjesz, realizujesz swoje sprawy – i milczysz – szanujesz Kochaną osobę. A kiedy ona za Tobą zatęskni? – To zadzwoni. Przyjedzie, przyjdzie, pokona setki kilometrów, bo będzie tęsknić. I raz Ty zadzwonisz, a potem czekaj, kiedy Ona zadzwoni do Ciebie. Dialog rozciągnięty w czasie – trwa o wiele dłużej niż szybkie i częste rozmowy o niczym.

I tak kiedyś zrozumiałem, że trzeba po prostu panować nad własną tęsknotą. Ale kiedy się kocha, nie ma rzeczy niemożliwych, bo na tym polega potęga Miłości. Nie ma rzeczy niemożliwych. Z tym można sobie poradzić, kiedy się już o tym WIE.

Bardzo dawno tu nie pisałam, bo w sumie nie ma, po co. Przez te 5 miesięcy w sumie trochę się wydarzyło. Wakacje minęły całkiem ciekawie, nie narzekam. W końcu odwiedziłam też nasze polskie morze… W szkole jak to w szkole, zawsze jakoś to jest.

A poza tym…
Dowiedziałam się parę rzeczy o samej sobie, w końcu niektóre zagadki się rozwiązały. Okazało się, że… w sumie kto ma wiedzieć, to wie. Szkoda, że go nie znałam… RIP [†]

Hmm… Co jeszcze?
Stwierdzam, że brakuje mi czegoś takiego hmm… Jakby to powiedzieć. Takiej lekkości, burzy pomysłów, prostoty działania, czystego spojrzenia na świat, które można zauważyć np. u dzieci. Wiadomo, że nie tylko, bo w każdym wieku można być takim dzieckiem – w końcu każdego z nas kiedyś mama rodziła. ;) (odniesienie do wiersza „By…”)

„By osiągnąć mądrość musisz być naiwny, jak bawiące się dzieci,
one rozumieją więcej niż Ci się wydaje.”

A… ja po prostu jakoś tak już nie potrafię. Tak samo jak np. być milsza,
kiedy naprawdę mogę być [dla rodziny]. Coś mnie zawsze jakoś tak… :/
i nie potrafię sobie z tym poradzić. Od dawna już z tym walczę.
Walczę… sama ze sobą. [tę drugą czasem naprawdę mi ciężko zrozumieć]

Is_this_Repeating__by_amonotoneromance.jChyba za dużo siedzę w domu. Całymi dniami mogłabym siedzieć w swoim pokoju
i praktycznie nie robić nic. Hmm… Domownik? Na pewno. Ale wydaje mi się, że pewnie nie tylko o to chodzi. Może powodem jest też trochę pogoda? Możliwe, ale nie można zawsze też wszystkiego na nią zganiać.

„Na pewno mam serce z kamienia i duszy od dawna chyba już nie mam.”

Nawet nic mnie nie rozczula, nie smuci, nie wzrusza, jak cieszy, to też nie aż tak bardzo. Zdarza się też, że jestem za bezpośrednia, za zasadnicza, za… no nie wiem. I jakoś tak mało co wszystko mnie obchodzi. Hm, staję się EGOISTKĄ?

Czasami po prostu siebie nie lubię.
Lub nawet nienawidzę?


  • RSS