mm... Chcę w końcu stać się milsza dla ludzi i dla... rodziny. Umieć pokazać, że naprawdę mi na nich wszystkich zależy, choć często sprawiam wrażenie, jakby było zupełnie odwrotnie, co mnie strasznie boli. Chciałabym umieć powiedzieć, że doceniam, że cieszę się, że mam... że kocham. Naprawdę. Oraz parę innych spraw zamierzam zmienić w sobie, które pozostawię już dla siebie. To, które opisałam jest najważniejsze.
ok, w którym skończę także swoje 18 lat. Stanę się dowodowo "dorosłą". Czasem czuję się tak, jakbym z każdym kolejnym rokiem robiła się za dorosła, a czasem tak nad wyraz dziecinna. Pewnie ten mały prostokątny kartonik za wiele nie zmieni. No ale sam fakt. Tak wydaje się, że to wszystko za szybko... że to już?
brew pozorom już od pierwszego dnia dużo rzeczy się zmienia. Zaczynają się również nowe. Wiem, że to będzie rok, w którym ponownie dowiem się różnych rzeczy, nauczę się wiele. Może przypomnę sobie parę spraw, a może i znajdę nowe odpowiedzi na niektóre pytania. Wszystko się jeszcze okaże.
obaczymy co mi jeszcze ze sobą przyniesie. Będzie to, co musi być...
O duszeniu miłości...
Tekst nie był pisany przeze mnie. Przeczytałam go przypadkowo na pewnej stronce. Jest super, jak wiele stamtąd pochodzących. WARTO PRZECZYTAĆ.
W rozmowach, w szczególności z mężczyznami, ale i zdarzało mi się to, kiedy rozprawialiśmy z koleżankami o naszych życiowych problemach, co jakiś czas trafiał się temat, który na długo i dla mnie był zagadką.
Myślę, że teraz przyszła pora, aby go poruszyć tutaj. Problem można opisać w następujący sposób – Wszystko zaczyna się układać wspaniale. Ona i On poznają się, wszystko pasuje – od rozmów, które są pasjonujące, po odlotowy seks. Każde rozstanie, to od razu tęsknota, a każda chwila z Ukochaną osobą jest jak sen – mija szybko i nawet nie wiadomo, czemu ten czas tak szaleje i nie zatrzyma się na chwilę.
I nagle, niewiadomo z jakiej przyczyny, jedna ze stron wycofuje się. A potem zastanawiamy się czemu tak się to stało.
Ona odkrywa coś, co powoduje u niej panikę – i potem mówi –
Wiesz, po prostu dusił mnie sobą! Albo w wersji męskiej –
Normalnie czułem się osaczony.
„Nie miałem czasu by odetchnąć.” „Gdzie się ruszyłam, tam był on, a jak go nie było to dzwonił, zawracał mi głowę duperelami.” „Od czasu do czasu chciałem wyskoczyć sam, a ona zawsze była smutna, że ją zostawiam dla kolegów.” „Czułam, że mam wyrzuty sumienia, że muszę coś zrobić, co zrobić powinnam i zaczynałam się zastanawiać, czemu źle się czuję”.
Zacytowałem słowa, które mi opowiadano, a ja sam nie uniknąłem tej potwornej pomyłki w swoim życiu. W sumie nie żałuję, bo w końcu zrozumiałem to, kiedy otrzymałem od Kobiety, na której mi zależało smsa:
„Pozwól mi zatęsknić, proszę”. To zdanie wbiło mi się do głowy tak mocno, że pamiętam je do dzisiaj i jest kolejnym mottem w moim życiu. Kiedyś chyba będę musiał te motta spisać i wyrzeźbić sobie, by pamiętać i nigdy nie zapomnieć.
Tak, jest to przypadłość większości ludzi, którzy zakochują się pierwszy raz albo długo byli sami i są spragnieni bliskości osoby, której pragną, w której zakochali się i której im po prostu brak.
Błąd wszystkich, którzy zapominają, że
czasami rozstania na jakiś czas są ożywcze.
Mam koleżankę, która ma wspaniałego mężczyznę od wielu lat – z tego, co pamiętam, są razem dobre 10 lat. I od 10-u lat nie mieszkają razem. On ma własne mieszkanie w Stolicznym mieście, ona mieszka kilka dzielnic dalej. Razem wyjeżdżają na wakacje, spotykają się na wspólnych zakupach, ona czasami wsiada w swój samochód i wieczorem przyjeżdża, by z nim pobyć, on czasami wsiada w swój samochód i dzwoni:
Sieroto, mam dwa bilety, idziesz ze mną do kina? Ktoś by powiedział, że to jest jakieś dziwne, ale kiedy ja ją zapytałem, czemu zdecydowali się na takie życie
razem, ale osobno ona powiedziała mi bardzo mądre słowa.
„Widzisz, dzięki temu ani ja jemu, ani on mnie ani razu się nie znudził. Mamy wieczny stan zakochania i to co przeżyliśmy na początku przeżywamy ilekroć chcemy. On pracuje, ja też – mieszkając razem też byśmy się widywali rzadko, tyle co w łóżku, czy przy śniadaniu. A tak, cały czas jestem podrywana, zapraszana na randki a on cały czas ma rumieńce na twarzy, kiedy przychodzę niezapowiedziana i zastaję go w bokserkach jak sobie gotuje kolacje. Nasz ogień wciąż płonie jak za pierwszym razem.”
Kiedy wtedy z nią rozmawiałem na korytarzu w firmie, dokonało się w mojej głowie odkrycie, że
większość współczesnych związków wypala się właśnie z powodu tego, że ludzie mają w sobie głód obecności drugiego człowieka w swoim życiu, nad którym zapanować im niezmiernie trudno... Nie potrafią sami żyć, potrzebują oparcia w drugiej osobie i to
wbrew rozsądkowi. Spieszą się, są niecierpliwi – jak tylko się w miarę dobrze poznają, żenią się albo razem zaczynają wspólne życie pod jednym dachem. Przeskakują jakiś etap. Zauważyłem to szczególnie w związkach, które powstawały w sieci.
Ostatnio słyszałem opowieść faceta, który poznał wspaniałą kobietę. Ona zauroczona nim, on nią. Po miesiącu było już po nich. Zapytałem się, co się stało. Kiedy powiedział
„Nie wiem”, coś mi w głowie zaświtało.
„Nie wiesz? A jak często się z nią spotykałeś?” – a on na to, jakby wymieniał swoje zasługi kombatanckie –
„Kiedy tylko się dało. Wpadałem do niej do pracy, lubiłem popatrzeć, jak sobie biega po biurze, zawsze ją odprowadzałem do pracy i z pracy, razem chodziliśmy na imprezy...”
–
„Dość” – przerwałem –
„Już wiem, jaki popełniłeś błąd”. Popatrzył na mnie ożywiony –
„Jaki? Przecież byłem dla niej taki dobry!”.
A ja pokiwałem głową –
„Zadusiłeś ją sobą”.
Tak,
można zadusić człowieka nie tylko swoją dobrocią, obecnością, ale wszystkim tym, co uważamy za okazywanie uczuć. Nie trzeba wysyłać 120 smsów dziennie, aby wyrazić to, że się o kimś myśli. Nie trzeba dzwonić co chwila, by się pytać głupkowato
„Co porabiasz?", by później zapewniać,
„Wiesz, ciągle o Tobie myślę”.
Ktoś może Ciebie kochać do szaleństwa, ale kiedy zacznie szaleć i ukrywać, przed telefonistką, że jest zajęta – daruj sobie.
Kiedy pisałem wcześniej o
zazdrości, którą jest formą duszenia człowieka brakiem swojego zaufania, podejrzeniami – to ten rodzaj duszenia, jest jakąś daleką formą zazdrości. Nie umiejąc sobie radzić z własnym czasem wolnym, panować nad emocjami, zaduszamy kogoś sobą – swoimi myślami, swoją obecnością.
I znowu trafiam na kwestię poradzenia sobie z samotnością, pokochaniem jej pierwej niż drugiego człowieka.
A każdy człowiek niezależnie od płci ma swoją
granice wolności. I nawet jak kogoś kocha, to jeśli za tę granicę wolności wpuszcza, to wyłącznie na chwilę, a nie na zawsze. Inaczej przestałby być sobą, nie miałby przestrzeni, by oddychać i się rozwijać.
Na pewno doświadczyliście zjawiska, które nazywa się tzw.
Syndromem windowym.
Osoby wchodzące do windy, nawet jak się znają, starają się nie dotykać, pilnują, by stać w odpowiedniej odległości od sąsiadów. Nawet zmierzono tę przestrzeń i ona wynosi mniej więcej 15 cm. Nie patrzą sobie w oczy, chociaż rozmawiają, ale czują się zawstydzone. Tę strefę nazwano strefą intymności.
Czego się boją? Niczego. Więc czemu tak robią?
Bo każdy człowiek ma swoją przestrzeń, którą oddychamy, która jest nasza. Nie każdego tam wpuszczamy, jeśli już kogoś do niej zapraszamy to pod pewnymi warunkami, kiedy my tego chcemy i kiedy to dla nas jest ważne. Wstyd jest reakcją człowieka na naruszenie jego intymnego bezpieczeństwa wbrew naszej jego woli.
Każde inne rozwiązanie jest naruszeniem naszej nietykalności, nawet jeśli nie doszło do fizycznego kontaktu dwóch osób.
Dlatego, kiedy poznajemy kogoś, nie tylko musimy
szanować, że ten ktoś ma własny świat, który istniał na długo przed tym,
nim się Ty pojawiłaś lub pojawiłeś. Ona/On mieli swoich kolegów, swoje życie, swoje pasje, pracę, obowiązki – i pojawienie się, nie może ani tego zburzyć, ani tego zmienić w sposób, który naruszałby zaplanowaną kolej rzeczy tej osoby.
To Ona/On sami dla Was mają przygotować miejsce dla Was, a nie to, że WY się rozepchnięcie i wyrwiecie dla siebie przestrzeń.
To nie jest Miłość, ale gwałt albo uzurpacja.
I jak często ludzie mówią o swoich niedoszłych miłościach –
Wiesz, fajna była, ale ona naprawdę przegięła. Była gorsza niż moja mamusia.
Słyszałyście zapewne opowieści koleżanek –
Słuchaj, cudowny z niego facet, ale kiedy mnie budził w sobotę telefonem o siódmej, że mnie kocha a ja odsypiałam nockę w firmie, to byłam gotowa go zabić.
Jakie jest wyjście – powie ktoś doczytawszy do tego miejsca. Kiedy i On i Ona są dojrzali to siadają i mówią –
„Słuchaj, wiem, że mnie kochasz, ale i beze mnie miałeś jakieś życie – zajmij się nim. Jak będę chciał/a byś do mnie zadzwonił/a, przyszła/edł, zabrał/a mnie gdzieś, to poproszę”. „Pozwól mi zatęsknić” –
Słowa mądrej Kobiety brzmią mi w uszach.
Tak, kiedy tęsknimy, uczucia są najmocniejsze – nawet jak ludzi dzieli przepaść czasu i przestrzeni. A dusząc, przykrywając Ogień – on
gaśnie, bo mu brak tlenu.
-
I jak to robić, by druga strona nie pomyślała, że ja ją ignoruję? – zapyta się jakieś nieuświadomione Stworzenie.
- A czym jest ignorowanie? - kiedy ktoś np. dzwoni, a Ty nie odbierasz telefonu, kiedy ktoś Cię szuka a Ty udajesz, że Ciebie nie ma. Kiedy ktoś Cię prosi, a Ty nic nie robisz. – To jest ignorowanie. Fałsz i kłamstwo są ignorowaniem.
Jeśli Ty jesteś, żyjesz, realizujesz swoje sprawy – i milczysz – szanujesz Kochaną osobę. A kiedy ona za Tobą zatęskni? - To zadzwoni. Przyjedzie, przyjdzie, pokona setki kilometrów, bo będzie tęsknić. I raz Ty zadzwonisz, a potem czekaj, kiedy Ona zadzwoni do Ciebie.
Dialog rozciągnięty w czasie – trwa o wiele dłużej niż szybkie i częste rozmowy o niczym.
I tak kiedyś zrozumiałem, że trzeba po prostu
panować nad własną tęsknotą. Ale kiedy się kocha, nie ma rzeczy niemożliwych, bo na tym polega potęga Miłości.
Nie ma rzeczy niemożliwych. Z tym można sobie poradzić, kiedy się już o tym WIE.
^I know you think you uderstood what I said, but what you heard was not what I meant^
2006-11-29 18:47:14
skomentuj! (9)
Nieustanna walka...
Bardzo dawno tu nie pisałam, bo w sumie nie ma, po co. Przez te 5 miesięcy w sumie trochę się wydarzyło. Wakacje minęły całkiem ciekawie, nie narzekam. W końcu odwiedziłam też nasze polskie morze... W szkole jak to w szkole, zawsze jakoś to jest.
A poza tym...
Dowiedziałam się parę rzeczy o samej sobie, w końcu niektóre zagadki się rozwiązały. Okazało się, że... w sumie kto ma wiedzieć, to wie. Szkoda, że go nie znałam...
RIP [†]
Hmm... Co jeszcze?
Stwierdzam, że brakuje mi czegoś takiego hmm... Jakby to powiedzieć. Takiej
lekkości, burzy pomysłów, prostoty działania, czystego spojrzenia na świat, które można zauważyć np. u dzieci. Wiadomo, że nie tylko, bo
w każdym wieku można być takim dzieckiem - w końcu każdego z nas kiedyś mama rodziła. ;)
(odniesienie do wiersza "By...")
"By osiągnąć mądrość musisz być naiwny, jak bawiące się dzieci,
one rozumieją więcej niż Ci się wydaje."
A... ja po prostu jakoś tak już nie potrafię. Tak samo jak np. być milsza,
kiedy naprawdę mogę być [dla rodziny]. Coś mnie zawsze jakoś tak... :/
i nie potrafię sobie z tym poradzić. Od dawna już z tym walczę.
Walczę...
sama ze sobą. [
tę drugą czasem naprawdę mi ciężko zrozumieć]
Chyba za dużo siedzę w domu. Całymi dniami mogłabym siedzieć w swoim pokoju
i praktycznie nie robić nic. Hmm... Domownik? Na pewno. Ale wydaje mi się, że pewnie nie tylko o to chodzi. Może powodem jest też trochę pogoda? Możliwe, ale nie można zawsze też wszystkiego na nią zganiać.
"Na pewno mam serce z kamienia i duszy od dawna chyba już nie mam."
Nawet
nic mnie nie rozczula, nie smuci, nie wzrusza, jak cieszy, to też nie aż tak bardzo. Zdarza się też, że jestem za bezpośrednia, za zasadnicza, za... no nie wiem. I jakoś tak mało co wszystko mnie obchodzi. Hm, staję się EGOISTKĄ?
Czasami po prostu
siebie nie lubię.
Lub nawet nienawidzę?
^I know you think you uderstood what I said, but what you heard was not what I meant^
2006-11-25 13:07:15
skomentuj! (8)
Słooońce świeci nad nami, ogrzewa nasze nagie ciała... ;D
Myślałam, że nawet mogę nie zdać, a tu się okazało zupełnie odwrotnie. ;D Z fizyki to na koniec nawet mam 3. :) A średnią 4,1, więc się cieszę max! ;D Obiecałam sobie, że w 2 roku się wezmę za siebie. :P (Mhmm... te "obiecanki")
Tak to szybko zleciało, że szok. Chyba dlatego, że do ostatnich dni nadal były spr., czy jakieś tam zaliczenia. Ale fajnie, bo teraz taka większa ulgaaa... :)
A takto u mnie nic nowego. (Chociaż... ;D Hmm, czasem coś się fajnego dzieje, hehe. :P) Co jakiś czas jak zwykle się gdzieś wyskoczy w pt. Teraz ostatnio był np. festiwal, to się tam poszło zobaczyć. (Ojej, coraz gorszy jest z roku na rok) A w sobotę byłam u Natalki na 18stce ~> jeszcze raz wszystkiego najlepszego słońce! :* kC!
Już w piątek po zakończeniu roku jedziemy na Tręby. ;D W końcu... ;) Poopalać się, popluskać w wodzie. :) I takie życie z dala od tego całego tłumu, szumu itd. :) Potem chyba też na początku sierpnia się tam pojedzie. ;) Więc ciach. Jakoś w lipcu jadę też z babcią do Krakowa na jakiś czas. Więc całkiem, całkiem się wakacje zapowiadają. Mi tam styka. :) Tylko jeszcze przydałaby się ładna pogódka! :)
Życzę wszystkim udanych wakacji!
I oby uśmiech z Waszych buziek nie znikał! ;)
. . .
Rest In Peace
[†][†][†]
"Nic nie umiera, jeśli zostają wspomnienia."
^I know you think you uderstood what I said, but what you heard was not what I meant^
2006-06-13 17:08:51
skomentuj! (18)
Niedługo wakacje... ;D
Oj, daaaaaawno nie pisałam. :P No, ale po co? :) Wszystko sobie w sumie jakoś leci, raczej też wszystko po staremu, więc nie ma sensu.
Hehe, ale dzisiaj z tego powodu, że hmm... :] no myślę! :P, nie poszłam do szkoły, więc coś napiszę. ;) (wczoraj wyprałam wszystkie spodnie i spódniczki, chyba ze 3 prania zrobiłam i... < lol > hehehe, zapomniałam, że w łazience nie wyschną! ;D)
Może zacznę od szkoły, bo o tym się raczej nie chce rozmawiać... :P (Kurcze! znowu mnie nie ma w pon. w szkole, znowu mnie nie ma na chemii! :/) Ale chyba zdam. :) Z fizyki już też nie jest aż tak ciemno :P, ale nadal za mało... :/ Tak teraz spojrzałam na plan i... ten maj to jest najgorszy pod względem spr., kartk., poprawiania itd. :/ W tym tygodniu jedziemy też na jurę krakowsko-częstochowską. Szkoda, że akurat piątek-sobota. Zawsze coś... Pocieszmy się, że jeszcze tylko 5 tyg. i
WAKACJE!
A takto żyjeee się. :)) Każdego dnia staram się uśmiechać ile się tylko da! ;D I każdy tak powinien! Polecam. :] Jakoś tak od razu lżej się żyje, tak... no, fajnie i już! :) Wszystko się wydaje takie bardziej hmm... beztroskie. :) W piątki przeważnie gdzieś się wyskoczy stracić troszkę energii. ;D W sumie to ja mogę bez końca ją wtedy tracić. :) Się nie pije, to się ma siłyyy. ;) Ogólnie to też nie wierze, co się dzieje... ?! Coraz więcej . . . Heh. Dziwnie. Ostatnio na Dniach Konina nawet takich trzech chciało sobie ze mną zrobić zdjęcie! Yyyy... ?!
Polubiłam nawet deszcz... Normalnie chyba
zakochałam się w deszczu... ;) Aż sama nie wierzę! Burzy się boje, ale nawet ostatnio byłam twarda. :P Co prawda i tak te grzmoty to mnie tak... ;) Uwielbiam zapach po deszczu i w ogóle... Skąd mi się to wzięło...
( ? )
Kto nastpęnym razem pójdzie potańczyć w deszczu? :D
A po deszczu zawsze wychodzi moje kochane promienne słoneczko. :)
I trzeba wierzyć w to i pamiętać, że naprawdę zawsze tak jest!
Nawet jeśli słońca nie widać na niebie,
Pamiętaj, że je znajdziesz we wnętrzu siebie!
" Szczęście znajduję blisko, jest w środku -ja-
W każdym kryje się ten skarb! "
¯ Eldo - Czas
" 'Cause a girl like me
is just a lil' different from all the rest... "
¯ Rihanna - A gril like me
A tak poza tym to znowu zaczęłam o czymś myśleć,
ale ja już chyba nie potrafię (...)
^I know you think you uderstood what I said, but what you heard was not what I meant^
2006-05-22 09:17:38
skomentuj! (16)
Popatrz czasami oczami swojej duszy...
I nadeszły w końcu te upragnione ferie. :)
W pierwszym tygodniu byłam na zimowisku w Zakopanem. :P Pogoda była po prostu super! W jeden dzień tylko padał taki ogromniasty śnieg. Nigdy w życiu takich płatów nie widziałam! Nom, i te widoczki i gorąca czekolada... Mmm... Idzie się zakochać. :) O, co do walentynek, to... właśnie w ten dzień miałam swój pierwszy raz... (heheh :P) z nartami. :] Szczegóły zostawię dla siebie. ;D Ogólnie bardzo dużo by opowiadać. Ludzie fajni, nudno też raczej nie było, jedzonko też mniam (no, poza jednym... :P), ogólnie było fajniutko. :) I oczywiście jako jedyna byłam bezprocentowa. :P No, przepraszam, w ostatnią noc wmusiłam w siebie nawet niecałego redsa. Ble, głupi alk. Do czego on czasem potrafi doprowadzić ludzi...
Drugi tydzień, wiadomo, już w miasteczkuuu. :] A to byłam na tańcach, a to u mamy albo po prostu w domku. O, nawet raz tak z głupka palnęłam, żeby iść pobiegać, a tu:
OK! Hehe, i nawet zaliczyłam bieganie. :P Byliśmy też z ludzikami z zimowiska w kinie na "Jak w niebie" (romansidło, ale co tam - czasem można popłakać). Po zakończeniu filmu wszyscy ładnie, pięknie wyszli, niektórzy troszkę szybciej. ;D Już jesteśmy na zewnątrz, a tu ktoś za nami biegnie...
"Potrzebne wsparcie, dajcie ekipe na jedynkę! Szybko, szybko!" Heheh. ;D Normalnie jakbyśmy stamtąd nie wiadomo co wynieśli... :P A komuś tylko się
trochę popcornem zachciało rzucać. :P Nom, i trzeba było ze szczotkami pocinać. ;]:P W czwartek się ogólnie gdzieś wyszło, a piątek cały dzień w domku... bo chora. :( Coś mnie złapało i jestem jakaś niewyraźna. :P Nie pamiętam, kiedy w weekend siedziałam w domku! Nom, w sobotę jeszcze poszłam znowu na meeting z tymi, co w kinie. :D:) Oczywiście było super. :) A takto cały czas dom... I seanse filmowe. :P Np. "Skazany na bluesa":
"Coś jest nie tak... - Co jest nie tak? - Przestałem marzyć. Jak człowiek nie marzy, umiera..." Było parę właśnie takich fajnych tekstów. Albo np. ten:
"Tato, Ty naprawdę udawałeś? - Tak, udawałem. - Ale dlaczego? - W życiu tak jest. - Jak jest? - Ludzie chcą ukryć, jacy są naprawdę..."
Szkoda tylko, że one tak bardzo szybko zawsze się kończą. :(
¯ WWO - Uważaj jak tańczysz, Promienie
"Moje serce obawia się cierpienia. Powiedz mu, że strach przed cierpieniem
jest straszniejszy niż samo cierpienie. I że żadne serce nie cierpiało nigdy,
gdy sięgało po swoje marzenia, bo każda chwila poszukiwań jest chwilą spotkania
z Bogiem i z wiecznością..."
^I know you think you uderstood what I said, but what you heard was not what I meant^
2006-02-26 12:01:26
skomentuj! (22)